• Wpisów: 857
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 15:24
  • Licznik odwiedzin: 233 786 / 3294 dni
 
czechofil
 
Tylko te państwa i narody odnoszą dzisiaj sukcesy i zwycięstwa, które umieją maszerować - pisał jesienią 1938 roku, po wkroczeniu polskiego wojska do Zaolzia, ówczesny tabloid "Kurier Czerwony"

"Bije godzina sprawiedliwości dziejowej" - obwieszczały nagłówki gazet, gdy wojska polskie przekraczały granicę czechosłowacką w Cieszynie. "Historyczny dzień odrodzonej Rzeczypospolitej", "Paniczna ewakuacja Czechów", "Zwycięska armia przyjęła prastarą ziemię Piastów".

Chociaż nie padł ani jeden strzał i nie stoczono żadnej potyczki, prasa przedstawiała operację jako sukces militarny. "Dzień drugiego października 1938 r. zapisał się na kartach historii Żołnierza Polskiego nowym triumfem, a w historii Rzeczypospolitej Polskiej jako wydarzenie bardzo niezwykłej doniosłości" - pisał narodowo-katolicki "Mały Dziennik".

W tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły przemawiał do tłumów zgromadzonych w Warszawie na placu Piłsudskiego: "Dziękuję Wam, żeście przyszli tutaj, i oświadczam Wam, że ta sama radość, którą Wy dzisiaj odczuwacie i manifestujecie, jest i w moim sercu. Gdy patrzymy na minione dni, to widzimy jak gdyby palec Boży, zwrócony do narodu i pokazujący drogę, którą należy iść". Odpowiedziało mu chóralne skandowanie: "Niech żyje polskie Zaolzie!".

Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy

Spór między Polską i Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński ciągnął się od momentu powstania obu państw. Jak zwykle bywa w przypadku konfliktu o tereny etnicznie mieszane, racje były podzielone - oba rządy uzasadniały swoje roszczenia względami historycznymi, kulturowymi i gospodarczymi. W latach 1919-20 na obszarze tym toczyły się walki zakończone zaakceptowaniem przez Polskę i Czechosłowację arbitrażu Rady Ambasadorów mocarstw sprzymierzonych. Na mocy tej umowy Czechosłowacji przypadła bardziej uprzemysłowiona część Śląska Cieszyńskiego, w dodatku z przewagą ludności polskiej - zwłaszcza w dwóch powiatach, określanych odtąd mianem Zaolzia. Polska zgłaszała niepozbawione podstaw pretensje, że rząd w Pradze wymusił na niej podpisanie krzywdzącego traktatu, wykorzystując trudne położenie II RP toczącej właśnie wojnę z Rosją.

Mimo to następne lata stały się okresem poprawy stosunków, a nawet względnie zgodnej współpracy. Pogorszenie relacji nastąpiło dopiero w połowie następnej dekady. Polska zaczęła przypominać swoje roszczenia do spornych terytoriów. We wrześniu 1938 r. Hitler stanął w obronie rzekomo prześladowanej mniejszości niemieckiej w Sudetach, Anglia zaś i Francja poparły koncepcję rewizji czechosłowackich granic. Wówczas szef polskiej dyplomacji Józef Beck zażądał od prezydenta Edwarda Benesza, by mieszkańcy Zaolzia mogli korzystać z tych samych przywilejów, które staną się udziałem Niemców Sudeckich.

W kraju ruszyła wielka i bezprecedensowa kampania propagandowa pod hasłem "powrotu Śląska Zaolziańskiego do macierzy". W miastach, miasteczkach, a nawet wsiach masowo zaczęły odbywać się - rzekomo spontaniczne - wiece ludności. "Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy" - pisano na transparentach. Mówcy, najczęściej lokalni politycy Obozu Zjednoczenia Narodowego, pomstowali na "czeski imperializm" (?) i przypominali o "prawie do samostanowienia" ludności polskiej.

W zgromadzeniach brały udział całe załogi fabryczne, pracownicy urzędów, członkowie organizacji społecznych, drużyny harcerskie. Niekiedy uczestnicy tych imprez dowożeni byli z innych miast specjalnymi pociągami. Zebrania przebiegały według jednego scenariusza, a rozmiary mobilizacji sugerowały, że "gniew narodu" reżyserowany był przez administrację państwową.

Prorządowa „Gazeta Polska” codziennie drukowała dziesiątki relacji utrzymanych w poetyce znanej później z czasów PRL-u: „W Mierzęcu koło Kielc zebrani w liczbie dwóch tys. chłopi uchwalili rezolucję, domagającą się odebrania Czechom Śląska Zaolziańskiego - rdzennie polskiej ziemi, oddając się pod rozkazy Marszałka Śmigłego-Rydza, »aby obalić słupy graniczne nad Olzą i wyzwolić naszych braci spod jarzma czeskiego «”.

Precz z Czechami

Gdy stało się jasne, że Praga będzie musiała ulec żądaniom Hitlera, rezolucje i artykuły stawały się coraz bardziej radykalne. Złożoną przez Benesza propozycję rozmów odrzucono z oburzeniem. „Na terenie całej Rzeczypospolitej Polskiej odbywają się spontaniczne manifestacje, w których jednogłośnie domagano się nie rokowań, ale czynu zbrojnego - pisał „Mały Dziennik”. - Hasło - »Idziemy na Czechy « - opanowało całe społeczeństwo, stało się jednym hasłem polskiego dnia”.

Antyczeskie pogróżki wypełniły prasowe łamy: "Praga kręci, szachruje i gra na zwłokę", "Dobrowolnie albo siłą weźmiemy Zaolzie". "Gazeta Polska" obwieszczała: "Przebudowa granic monstrum czesko-słowackiego, które stało się ogniskiem największych niebezpieczeństw dla pokoju Europy, wchodzi w końcową fazę konkretnych realizacji".

22 września 1938 r. na pl. Piłsudskiego w Warszawie zgromadził się 250-tysięczny tłum (według oficjalnych danych) - była to największa manifestacja w dziejach II RP. Po wysłuchaniu przemówienia szefa OZN gen. Stanisława Skwarczyńskiego zebrani ruszyli w stronę Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, wznosząc okrzyki: "Niech żyje Śmigły-Rydz!" i "Precz z Czechami!". Marszałek pojawił się na balkonie i pozdrowił tłum: "Chcę stwierdzić, że uczucie patriotyzmu i poczucie godności narodowej, które są zasadniczym tonem waszych okrzyków i przepełniają waszą pierś - przepełniają dziś serce całego narodu". Zebrani skandowali: "Wodzu, prowadź na Czechy!".

Nazajutrz w całym kraju rozpoczęto formowanie "ochotniczego Korpusu Zaolziańskiego". Przed punktami werbunkowymi ustawiały się kolejki, prasa zamieszczała entuzjastyczne reportaże. Wkrótce pod bronią zgromadzono 70 tys. ludzi, którzy - zgodnie z zapowiedziami propagandy - mieli przedrzeć się na Zaolzie i wzniecić powstanie.

„Jednakże nieliczne oddziały, które zdołały to uczynić, zostały odparte przez dobrze przygotowane oddziały czeskie i musiały szukać schronienia na terenie Polski - pisała historyczka Anna Cienciała. - Pojedyncze próby wywołania powstania podejmowane przez lokalną społeczność polską również nie przyniosły rezultatu. W ten sposób wysiłek [władz] zmierzający do zainicjowania »ogólnonarodowego zrywu « na Zaolziu spalił na panewce. Plan polskiej policji politycznej, częściowo wzorowany na metodach [nazistowskiej] Partii Niemców Sudeckich, był obliczony na zademonstrowanie światu, że przyłączenie Zaolzia do Rzeczypospolitej jest inicjatywą samych mieszkańców regionu”.

Więcej... wyborcza.pl/(…)Wodzu__prowadz_na_Czechy___polska_pr…

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego