• Wpisów:862
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 15:24
  • Licznik odwiedzin:224 881 / 3059 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie bądź obojętny tylko przyłącz się do akcji zbierania podpisów pod zakazem okrutnego traktowania zwierząt!

http://www.ptroa.co.il/petition/index.php

Każde zwierzę czuje jak człowiek. Możecie się o tym przekonać oglądając powyższy, jak ten poniższy film.


Życzę miłego, ostatniego dnia lata...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Władze Litvinova na północy Czech zapowiadają, że nie pozwolą Romom na osiedlanie się w tym mieście. To m.in. z tego powodu czeski premier popiera francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego.

Na ubiegłotygodniowym szczycie UE prezydent Francji ostro starł się z szefem Komisji Europejskiej o politykę deportowania Romów. Na Nicolasa Sarkozy'ego oburzeni byli niemal wszyscy. Poparł go natomiast premier Czech Petr Neczas.

- Każdy kraj członkowski Unii ma prawo wymagać, by przebywający na jego terenie obywatel innego kraju członkowskiego pracował, studiował lub wykazał, że ma środki do życia - mówił na szczycie Neczas. - I każdy kraj członkowski ma prawo wymagać przestrzegania swych własnych praw - podkreślił premier, odrzucając krytykę wobec Francji. Neczas uważa bowiem, że Czechy mają ten sam problem co Francuzi.

Do Francji Romowie przyjeżdżają z Rumunii i Bułgarii, do Czech przede wszystkim ze Słowacji. Niemal wszyscy z 300 tys. przebywających dziś w Czechach Romów pochodzą właśnie z tego kraju.

Znaczna większość z ok. 20 tys. czeskich Cyganów żyjących w Czechach przed II wojną światową podzieliła los czeskich Żydów - trafili do komór gazowych niemieckich obozów koncentracyjnych. W Zagładzie Romów brał udział rząd pronazistowskiego Protektoratu Czech i Moraw, a w samym Protektoracie działały zarządzane przez Czechów obozy koncentracyjne dla Romów, m.in. w Letach czy Pisku.

Po wojnie słowaccy Romowie zaczęli osiedlać się w Czechach przeważnie na wyludnionych terenach przygranicznych skąd wygnane zostały 3 mln Niemców sudeckich. Znane są także przypadki prowadzonych przez władze komunistyczne deportacji Romów ze wschodniej Słowacji do czeskich Sudetów.

Po rozpadzie Czechosłowacji w Czechach pozostała społeczność romska silnie związana z Romami słowackimi. Cichy napływ słowackich Romów trwał, gdyż obywatele słowaccy w Czechach i czescy na Słowacji mieli w porównaniu z innymi cudzoziemcami większe możliwości znalezienia pracy czy studiowania.

Na romską migrację do Czech miała także wpływ pogłębiająca się z czasem różnica między systemami socjalnymi w bogatszych Czechach i biedniejszej Słowacji. Kiedy słowacki rząd po 2002 r. mocno ściął zasiłki (stosunek między wysokością zasiłków czeskich i słowackich wynosił wówczas 4 do 1), a w romskich osiedlach na Słowacji wybuchły tłumione przez wojsko zamieszki, w Czechach zapanowała panika.

Przed wejściem do UE rząd ówczesnego premiera Stanislava Grossa wynegocjował z Bratysławą szczególną umowę międzynarodową, która miała ochronić Czechy przed masowym napływem słowackich Romów. - Cały rząd uważa ten problem za bardzo poważny. Chcemy zrobić wszystko, by nie dochodziło do migracji słowackich Romów do Czech - ogłosił Gross w 2003 r.

- Musimy zrobić wszystko, by ta fala do Czech nie dotarła, gdyż oznaczałoby to dla nas obciążenia finansowe oraz napięcia etniczne - stwierdził ówczesny socjaldemokratyczny premier. Podstawowym narzędziem stało się uniemożliwienie Romom uzyskania czeskich zasiłków socjalnych.

Obawy Grossa się nie potwierdziły, choć nie wiadomo, czy nie przyczyniły się do tego właśnie decyzje rządu. Ale problem zniknął. Kilka dni temu czeskie media opisywały północnoczeskie miasto Litvinov, gdzie na osiedlu Janov jest jedno z największych romskich gett w Czechach.

Na Janov przybyła ostatnio duża grupa Romów słowackich. - Przybycie tych rodzin uważamy za groźne dla naszego bezpieczeństwa. Szukamy sposobu, jak słowackich Romów przenieść z powrotem do ich ojczyzny - oświadczył wicestarosta Litvinova Martin Klika.

Miasto ostrzegło właścicieli mieszkań, by nie przyjmowali przybyszy i wysłało na Janov jednostkę straży miejskiej.

Władze miasta zapowiedziały, że zrobią wszystko, by Romowie nie uzyskali prawa stałego pobytu i prawa do zasiłków. Kilka miesięcy temu Martinowi Klice udało się zmusić liczną rodzinę słowackich Romów do opuszczenia miasta.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Problem bardzo palący, zwłaszcza w Ostravie. Tutaj Cyganów jet więcej niż Czechów. Wszystko to przyjechało ze Słowacji. Nie możesz się krzywo spojrzeć, bo cię pobiją lub oskarżą o rasizm. Pewnie Czech mnie zapytał: Byłem w Polsce przy granicy z Bohuminem, a tam Cyganów w ogóle nie było? Dlaczego? No właśnie dlatego, że w Czechach każdy ma się dobrze, państwo to do niedawna było państwem socjalnym, o każdego dbało. Teraz po kryzysie nawet Czesi oszczędzają, najszybciej idzie oszczędzić na jełopach Cyganach! Nie pracują, a zasiłki pobierają. Czechy wprowadziły teraz ustawę, że zasiłek należy się tylko na pierwsze dziecko, a nie jak to było na każde, od tej pory Cyganie nie będą płodzić dzieci tylko po to, by dostać zapomogę.

Wczoraj, w ramach stworzonego przeze mnie Wieczoru Kina Czeskiego obejrzałem super film "Smradi" ("Gnojki". Niesamowity film (jak każdy czeski) opowiada o tym, jak to jest, kiedy czeskie białe małżeństwo adoptuje sobie cygańskie dziecko. Z powodu szykan wyprowadzili się z dużego miasta (pewnie Pragi) na wieś. Jednak to wcale nie rozwiązało problemu. Rodzina była naznaczona przez "czarną gebę" ich dziecka. Mądry i życiowy film, polecam każdemu, którego interesują sprawy społeczne.

Współczuję tylko Słowakom... Te cygańskie getta na obrzeżach Bratyslavy są po prostu jak z dokumentu o Bangladeszu albo o Kenii.
 

 
Natchniony wpisem Nortusa & Xylii na temat IKEI, postanowiłem dodać od siebie moje spostrzeżenia na temat centrów handlowych. Przyznam się, że pisałem pracę dyplomową na ten temat, a sam promotor przyznał, że dosięgłem nowego aczkolwiek ważnego zjawiska dzisiejszych czasów. Zastanawia mnie fakt, że całe życie towarzyskie przenosi się do centrów handlowych. Zamiast spotkać się w parku, idziemy do Galerii. Jest kilka przyczyn, które wymienię z pamięci, po pracę dyplomową nie chce mi się sięgać:
- panuje tam zawsze odpowiednia temperatura;
- nigdy nie pada;
- można udać się na degustację do Tesco
- i najważniejsze - wszystko w jednym miejscu.

W tym miejscu pozdrawiam centusiów Krakusów i Poznaniaków - taniej jest wyjść do Galerii, niż do pubu i płacić 6zł za piwo.

Tym bardziej zadziwia fakt, że centra handlowe budują się coraz większe, trzeba przestać nazywać je handlowymi - są to centra rodzinne! Świetnie pokaże to przykład nowego ostrawskiego centrum Karolina, które się buduje. Plany i wizualizacje szokują rozmachem. W centrum miasta powstanie nowe miasto.

Oto założenia Projektu Karolina:

- Inspirace historickým kontextem - inspiracja historycznym kontekstem - budują centrum na dawnym terenie przemysłowym. Ogromny plac zostanie zagospodarowany.

- Město pro pěší - Miasto dla pieszych - nie ma to jak wybrać się na spacer między galerią handlową a biurowcem.

- Synergie lidských aktivit - synergia ludzkich aktywności - zwłaszcza tych w nowym McDonaldzie i KFC, które powstaną. No i nie można zapomnieć o kolejnym TESCO i aktywności na zmianie nocnej.

- Město jako kompozice ulic a náměstí - Miasto jako kompozycja ulic i placów - po zakupach najlepiej odpocząć między sztucznymi plamami, na rynku powstałym z kostki brukowej świeżej i sterylnej, bo zupełnie nowej.

- Sémantika architektonických akcentů - chodzi pewnie o to, że obok nowoczesnych biurowców i apartamentów stać będzie dawny barak jakieś fabryki, który przerobią na halę widowiskową.

- Přírodní element ve městě - element przyrody w mieście - tak, uwielbiam tę bryzę z fontanny i szum wiatru z klimatyzacji!

Dla oglądu niesamowite fotki.


PS: Pozdrawiam wszystkie różowe pingerowe laleczki oraz dziękuje przeglądarce Chrome za korektę błędów
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Šikula... Tak Czesi określają osoby zaradne, które potrafią poradzić sobie w każdej sytuacji. Po nocnych weekendowych rozmowach z Czechami, już po kilku czeskich browarach, kiedy kolegom Czechom rozwiązał się język, wysłuchałem dywagacji "wyższości" czeskiego narodu nad narodem polskim. Oczywiście z punktu widzenia Czechów są to dywagacje bardzo interesujące. Jest w nich dużo racji. Po analizie faktów historycznych koledzy wywnioskowali, że Czesi są bardziej rozwinięci gospodarczo, gdyż nie walczyli w wojnie. Dlaczego taka zależność? No bo gdy Polacy walczyli, wysyłali mężczyzn i chłopców na wojnę. Chłopy ginęli, zostawały kobiety z dziećmi. Za udział w wojnie i opór, okupanci karali nas srogo, niszcząc nasze miasta. Kraj zapadał w marazm gdy na fabryki spadały bomby, a budynki znikały z powierzchni ziemi. W Czechach nic nikt nie zniszczył, tu został przemysł, a kraj był jednym z najbardziej rozwiniętych w latach 40-tych. Z tego powodu łatwiej było się pozbierać po wojnie jak też później po upadku komunizmu....

Nie dziwi mnie więc fakt, że w sobotę w Pradze otwarto największy węzeł drogowy w całej Republice! Dziś trąbią o tym wszystkie media, wszędzie widzę zdjęcia i filmy. Jako pierwszy nowym węzłem przejechał prezydent Vaclav Klaus. Była feta i duma. Mimo to, że wciąż słyszę o tym, że w Czechach brakuje pieniędzy na nowe autostrady, dalej się je buduje. Polacy nie mają się czym szczycić. Czy cokolwiek będzie gotowe na Euro2012? Zobaczymy...

Niesłychane, że każdy odcinek nowej autostrady w Republice ma swoją stronę internetową!! Na bieżąco melduje się na niej na jakim etapie są prace i kiedy się skończą. Z tej strony dowiedziałem się info na temat nowego węzła - dumy Czeskiej Republiki:

Nová část pražského okruhu v číslech:

18,3 miliarda korun bez VAT - to koszt otwartego odcinka autostrady, która docelowo ma okrążać Pragę.

23 kilometry mierzy nowy odcinek Slivenec– –Lahovice–Vestec–Modletice. Całkiem zbudowano 41 kilometrów praskiego węzła z planowanych 83 kilometrów.

2291 długość mostu przez Berounke i Wełtawę, najdłuższy most w Republice.

1937 metrów - tunel Cholupice, który wydrążono przy okazji budowy autostrady.

90 000 - tyle aut może dziennie przejechać nowym węzłem.

Na początku tylko rolkarze mogli zobaczyć jak się węzeł sprawuje. Zorganizowano zawody rolkarzy. Dopiero później pojechały nim auta.


Czesi to przykład, że się da! Nie wiem tylko dlaczego w Polsce się wciąż NIC NIE DA!!!

http://www.novinky.cz/domaci/211806-lide-na-slibena-mista-noveho-prazskeho-okruhu-nesmeli.html

http://tn.nova.cz/zpravy/domaci/ptejte-se-experta-na-prazsky-okruh.html
  • awatar Czechofil: @Nortus & Xylia: Nic dodać, nic ująć.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @J.K.: informacja ważna sprawa. bo jeśli (jak w Polsce) ludzie dowiadują się z prasy, ze ich dom idzie do rozbiórki albo w chwili gdy przyjeżdżają maszyny burzące to trudno się dziwić, że wszystko się przedłuża bo będą protestować. U nas największą przeszkodą jest chore prawo. zamiast zrobić jak na zachodzie (mówię o prawie o przetargach i później protestach) to my stworzyliśmy potwora prawnego. a czas biegnie, biegnie, biegnie. i przez kilka lat nie można zrobić NIC.
  • awatar J.K.: @Nortus & Xylia: Ciekawy (i prawdziwy niestety) komentarz :) Ciekawa rzecz z tymi stronami internetowymi. Być może dobra INFORMACJA (mam nadzieję że jest to także powiązane z mniej przerośniętą "zdrowszą" biurokracją niż u nas) jest także kluczowa przy tempie realizacji różnych planów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Zakładając bloga poświęconego Czechom, nie mogłem nie napisać o największym zjawisku, jakie się objawiło 5 lat temu w Czechach i w zeszłym roku w Polsce. Każdy słyszał to nazwisko, każdy wie, jak wygląda. Jednak nie każdy widział na żywo, jaki to ogień, jaka to energia, jaki to dynamit wychodzi z tej młodej utalentowanej Polki mieszkającej na Zaolziu. Już dwa razy miałem okazję zobaczyć to wszystko na własne oczy na koncertach Ewy Farnej. Najpierw w Raciborzu, wczoraj w Trzyńcu. Jak nastolatka ulokowałem się pod samą sceną, a gdy się zaczęło, śpiewałem razem ze wszystkimi i po czesku i po polsku. Ewa sprawnie manewrowała między językami, każdy wszystko rozumiał, gdyż Trzyniec to wielkie skupisko polskiej mniejszości. Po koncercie w Raciborzu wiedziałem, że zobaczę profesjonalny występ, więc zabrałem ze sobą kolegę, który na co dzień cięższej muzyki, tylko po to, żeby go do Ewy przekonać. Był czad i energia a o jej zdolnościach wokalnych chyba nikogo nie muszę przekonywać.

Ciekawym było, że najbardziej widoczni byli fani z Polski. Z wielką polską flagą, banerami i plakatami, zmasowaną bandą stanęli pod sceną i śpiewali. Podczas gdy Czesi tylko z uśmiechem obserwowali, Polacy kibicowali Ewie. Ta odwdzięczyła się i zaśpiewała piosenkę po polsku.
Można by było opisywać wieczór bez końca, ale uważam, że każdy powinien się wybrać na koncert Ewy, by na własnej skórze przekonać się o możliwościach jej głosu. To niesamowite, że tak młoda dziewczyna, obdarzona tak wielkim talentem łączy od dłuższego czasu mieszkańców Polski i Czech, a w szczególności Zaolzia.

Po koncercie, niczym nastolatka, pobiegłem po autograf. Udało się zrobić z Ewą zdjęcie - chyba to teraz modne. Wrzuciłem je na Fejsa, a rano moje konto było już usunięte... Przynajmniej będę miał spokój.

A wy myślcie sobie co chcecie, ale mówię wam, że ta dziewczyna, o ile będzie miała dobry management, zajdzie bardzo daleko.




PS: foto nr 2 z forum Ewy Farnej - nie jestem jego autorem.
 

 
Och.. dziś nie mam siły na żadne posty z dwóch względów. Po pierwsze, debile z krzyżem znów działają, a po drugie, złapał mnie jakiś wirus, leżę i się kuruje. Zwolniłem się już o 12.00 z pracy, wsiadłem w tramwaj i jechałem do domu. W połowie drogi, z racji tego, że pojazd był wypełniony po brzegi, zasłabła jakaś młoda dziewczyna... I się zaczęło. Mogłem przekonać się jak Czesi reagują w takiej sytuacji. Najbardziej "trzeźwa" okazała się pani motorniczy, która kazała jej nie ruszać się do chwili przyjazdu karetki. Tramwaj i cały ruch na ulicy był zatrzymany. Czekaliśmy na pogotowie - przyjechało za mniej niż 4 minuty. Da się?? Kobiety w tramwaju wachlowały dziewczynę, młodzież otwierała okna. Nikt nie protestował "dlaczego nie jedziemy", "no co tu się ku*wa dzieje?" albo "ruszaj głupia babo, bo do pracy się śpieszę!". Nikt się nie śmiał, gdy ją podnosili z podłogi. Pełne zrozumienie i wielka troska. Gdy lekarz ją wyprowadzał z tramwaju, wtedy w końcu zobaczyłem tę dziewczynę. Wyglądała jak śmierć. Blada a zarazem zielona. Chodzący trup. Gdy ruszyliśmy, na następnym przystanku pani motorniczy zdawała zmianę - nic nie mówiła, była szczęśliwa, że młoda jest w szpitalu. A jak u nas kierowca by zareagował, że "przez jakąś pi*de skończył prace kwadrans później!". Ach ci moi Czesi...

Wrzucam na osłodę następne foty, tym razem z historycznego Śląska.

OPAVA - kiedyś bardzo ważne miasto, stolica samodzielnego śląskiego księstwa Przemyślidów, było lennem Korony Czeskiej. Po II wojnie światowej straciło na wartości, a duża część zabytkowej zabudowy została zniszczona. To skutkowało tym, że komuchy zrobili z jej centrum co chcieli i tak obok pięknych kamienic i ratusza, jest komunistyczna plomba w postaci kwadratowych mieszkalnych budynków, zwanymi w Czechach "panelakami".
  • awatar J.K.: Po prostu inna kultura odnośnie reakcji Czechów. W Polsce każde takie zdarzenie to raczej okazja do zbiegowiska i radość z tego,że coś się dzieje (może opisze kiedyś "piknik" widzów płonącej fabryki w łodzi). Piękne fotografie. ten ostatni gotycki kościół trochę skojarzył mi się z nieco podobnym w Chełmży (niedaleko Torunia) choć to nieco inny styl. Ciekawe jest trzecie foto od końca; czyżby Czechów z Polska łączyła podobna "pomysłowość"przy odbudowywaniu starej zabudowy miast? ;)
  • awatar Illusion: Z tą karetką to faktycznie... u nas nawet wypadek pod szpitalem by był, a dotarliby po pół godziny najwcześniej :/ Życzę szybkiego powrotu do zdrowia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Teraz obiecany post dla wielbicieli piwa, w szczególności piwa z Czech. Jak wiadomo dla Czecha piwo jest jak narodowy hymn. Czech musi mieć piwo, mógłby nie mieć wody w kranie, ale piwo musi być! Każde czeskie miasto ma swój browar. Wyobraźcie sobie więc ile jest rodzajów piwa. Wokół jednego bloku są 4 pivnice, czyli nasze piwiarnie. Środek tygodnia czy sobota, piwiarnie są oblegane. Nie umiem sobie wyobrazić co działo się w tych miejscach, gdy Czesi grali o Mistrzostwo Świata w hokeju i wygrali!!!

Alfabetycznie wg Wikipedii:

Birell - ulubione bezalkoholowe piwo wszystkich Czechów. Każdy je pije do obiadu dokładnie w południe. Mnie nie smakuje, pewnie dlatego, że nie ma tego charakterystycznego smaku piwa.

Budweiser Bier – czeskie piwo typu lager produkowane w Czeskich Budziejowicach przez Budějovický měšťanský pivovar.
Nazwa pochodzi od niemieckiej wersji nazwy Budziejowice ("Budweis". Obok Budweiser Bier w Czeskich Budziejowicach produkowany jest również Budweiser Budvar.
Zawartość alkoholu: 5%

Budweiser Budvar - jasne piwo dolnej fermentacji produkowane z morawskiego słodu i żateckiego chmielu przez browar Budějovický Budvar, n. p., z Czeskich Budziejowic, których tradycje warzenia piwa sięgają 1265 r. Obok Pilsnera Urquell jest najbardziej znanym i cenionym czeskim piwem na świecie. Budweiser Budvar zawiera 3,75% wag. alkoholu. W Czeskich Budziejowicach istnieją 2 różne browary produkujące piwo Budweiser. Jednakże piwo z drugiego browaru (Budweiser Burgerbrau) jest mniej znane.

Březňák jest to czeska marka piwa produkowana przez browar w Wielkim Brzeźnie (kraj Ustecki), należący do kompanii Drinks Union.

Krušovice - marka piwa produkowanego w browarze królewskim Krušovice od roku 1581. Silnie promowany w czeskich filmach. Gdy film kręcony jest w Pradze, na pewno pojawi się w nim logo Krusowic.

Pilsner Urquell (czes. Plzeňský prazdroj, plzeň) – jasne piwo produkowane w Pilznie w Czechach. Pierwsze piwo tzw. dolnej fermentacji (fermentowane w niskich temperaturach) na świecie, stworzone w 1842 r. przez pilzeńskiego piwowara Josefa Grolla. Zawiera 4,4% alk.
Pilsner Urquell jest również warzony i rozlewany na licencji przez Tyskie Browary Książęce należące do Kompanii Piwowarskiej, czyli w Polsce kupujecie podróbę czeską. Jedynie małe 0,33l jest eksportowane z Czech.

Radegast - marka piwa typu pilzeńskiego o lekkim, zrównoważonym smaku słodowo-chmielowym i o delikatnym słodowym zapachu, które produkowane jest od 1970 roku, w Pilznie. Nazwa piwa została zaczerpnięta od nazwy słowiańskiego boga Radegasta, który był czczony pod tym imieniem na terenie Moraw. Przyznam szczerze, że to jedyne piwo z Czech, którego po prostu nie znoszę! Moi koledzy z Polski potwierdzają moje zdanie, jednak Czesi sądzą zupełnie coś innego - piwo jest bardzo popularne.

Staropramen - obowiązująca od 1911 r. nazwa browaru istniejącego w Pradze w dzielnicy Smíchov od roku 1869, a także marka piwa tam produkowanego – w powieści Haszka "Przygody dobrego wojaka Szwejka" z lat 1921-1923 występuje ono pod nazwą "piwo smichowskie".
Jest to drugi największy browar w Czechach, obecnie wchodzi w skład grupy InBev.
Oprócz marki Staropramen, browar produkuje też piwa: Kelt, Ostravar, Branik i Velvet. Dość popularny w Czechach.

Velkopopovický Kozel jest piwem typu lager pochodzącym u miejscowości Velké Popovice. Jest produkowane w różnych jasnych i ciemnych odmianach. Znakiem rozpoznawczym piwa Kozel jest kozioł niosący kufel napełniony pieniącym się piwem.
W smaku piwo Kozel jest bardziej słodkawe i jednocześnie mocniejsze niż bardziej popularne w Polsce piwa typu pilsner.

Zlatopramen (czes. złote źródło) - czeska marka piwa produkowana przez kompanię Drinks Union z siedzibą w Ústí nad Labem, w dzielnicy Krásné Březno. Browar istnieje od 1867 roku, choć tradycje piwowarskie w Krásnym Břeźnie sięgają 1642 roku. Od 1900 roku piwo eksportowane jest do wielu krajów, także poza Europę. W 1914 było produkowanych 14 gatunków piw. Nazwa Zlatopramen została oficjalnie przyjęta w setną rocznicę powstania, w 1967 roku. Piwo Zlatopramen jest eksportowane również do Polski.

Teraz dwa moje ulubione:

Gambrinus - To jasne piwo z gatunku lager o wielowiekowej tradycji (browar Gambrinus w Pilźnie powstał w 1869 roku). Charakterystyczne dla tego piwa są wyśmienita goryczka, złocisty kolor i obfita piana. Swój smak piwo zawdzięcza przede wszystkim czeskim składnikom: słodowi pilzneńskiemu oraz słynnej pilzeńskiej wodzie, której odczyn jest idealny do warzenia piwa. Woda ta, jest rzeczywiście wyjątkowa - większość piw jest produkowana właśnie w tym przemysłowym mieście. Piwo to jest wyborne! Uwielbiam jego smak, barwę, piankę. Polecam każdemu.

Ostravar - wiadomo, Ostravar z Ostravy. Produkowany bez przerwy od 1898 i jest ceniony za swą jakość i smak. Browar działa ponad sto lat i można go zwiedzić, gdyż mieści się w budynku muzeum piwa. Kto przyjedzie na Morawę niech kupi sobie choć jedną buteleczkę.


W Czeskiej Telewizji ktoś nawet powiedział:
"Czesi nie potrzebują airbagi, bo mają wielkie brzuchy od piwa". Także Skoda nie dodaje poduszek powietrznych

Właśnie skończył się Festiwal Piwa w Pilznie. Na wszystkich, którzy przyszli na festiwal czekały wyjątkowe promocje piwa. Było można także posłuchać opowieści o historii browaru Pilsner Urquell, zwiedzić zakład w tym jego warzelnię oraz zakładowe Muzeum w dwupiętrowych, historycznych piwnicach browaru. Atrakcją była też degustacja niefiltrowanego i niepasteryzowanego piwa Pilsner Urquell. Każdy mógł wziąć również udział w biciu rekordu w zbiorowym toaście.

Zapraszam wszystkich na jednego!!
  • awatar Gość: raj dla piwoszy, nie ma co :)
  • awatar J.K.: ooo to ja poproszę zgrzewkę albo może 2 od razu ;)
  • awatar Czechofil: @Esoptron: Mam foty tego piwa ale już na pingera nie weszło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Google napotkał problemy w Czechach. We wtorek czeski urząd ds. ochrony danych osobowych (UOOU) po raz kolejny odmówił zgody na dalsze fotografowanie ulic na potrzeby programu Street View.
Już w ubiegłym roku Google przygotował w ten sposób wirtualne plany Pragi, części Brna, Czeskiego Krumlova, Ołomuńca i autostrady D1, łączącej stolicę Czech z Morawami.

Urząd ds. ochrony danych osobowych już od kwietnia ubiegłego roku prowadzi sprawę o bezprawne zbieranie danych osobowych z niezabezpieczonych bezprzewodowych sieci internetowych. Ustalono, że w trakcie fotografowania ulic w Pradze specjalne pojazdy wykonujące zdjęcia pobierały właśnie takie informacje.

Google zobowiązał się dane usunąć. Samochody firmy nie będą mogły wyjechać na ulice czeskich miast, dopóki tego nie zrobi.

- Jesteśmy w ciągłym kontakcie z urzędem, przekazujemy mu potrzebne informacje i staramy się wyjść mu naprzeciw oraz znaleźć odpowiednie rozwiązania. Dzięki temu większość warunków dotyczących zbierania i opracowywania dokumentacji fotograficznej potrzebnej do Street View została już spełniona - poinformowała rzeczniczka Google w Czechach, Jana Zichova.

Kłopoty Google'a trwają od końca 2009 roku, kiedy UOOU odmówił amerykańskiej firmie rejestracji. Wynikało to z tego, że urząd nie uzyskał dowodów, iż widoczne na zdjęciach twarze, samochodowe tablice rejestracyjne, czy nazwiska mieszkańców na domofonach zostały zamazane tak samo w bazie danych przedsiębiorstwa, jak widać to w serwisie "Street View".

Podobny spór z firmą Google prowadzi niemiecki urząd ochrony prywatności AHR. W tym kraju Google udostępnił narzędzie, pozwalająca właścicielom nieruchomości usunąć ich zdjęcia ze Street View, jesli nie życzą sobie, by oglądali je internauci.

tvn24.pl
  • awatar Nortus & Potworna spółka: nie rozumiem tego zamieszania. nie widzę w tym złego, ze jakaś gęba będzie na zdjęciu na ulicy, czy samochód.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

czechofil
 
j.k.gotard
 
Nie skomentuje, reklama powie wszystko. Tylko co piwo ma do koni?
  • awatar Czechofil: Dziś wieczorem notka o czeskim piwie :P
  • awatar J.K.: Chyba nie wiele ale podoba mi się pomysł by w reklamę produktu wpleść taką historię.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czeski film...

Każdy Polak tego zwrotu używa, ale NIKT nie wie skąd wzięło się to powiedzenie. No, pomyśl...skąd? Najlepsze jest to, że żaden Czech nie słyszał o naszym powiedzonku, a gdy słyszy, dziwi się jak na to wpadliśmy.

JA wam powiem skąd się to wzięło!
W 1947 powstał w Czechosłowacji film "Nikdo nic nevi", który był swego czasu później dystrybuowany w PRL. Tłumaczenie tytułu filmu to wytłumaczenie owej zagadki. Gdy mówimy czeski film, chodzi nam o sytuację, gdy nikt nic nie wie. Nad wyższością czeskiego kina rozwodzić się mnie będę - jest to fakt powszechnie znany. To CZESI mają Oscara za FILM a nie za całokształt. I to nie jednego Oscara!

KOLJA - OSCAR 1996 NAJLEPSZY FILM ZAGRANICZNY


Fanów kina czeskiego w Polsce jest wielu. Wychodzą co jakiś czas na DVD nowości, dostępne np. w sieci EMPiK. Jednak to, co najlepsze jest w Polsce w ogóle nie znane. I wydaje mi się, że nigdy nie będzie. Prawdziwy koneser czeskiej komedii nigdy nie zobaczy filmów (1987) "Discopříběh" czy "Slunce, seno, jahody". Są to filmy kultowe. Bardziej kultowe niż Pawlaki czy Pancerni w Polsce. Kultowe bardziej niż Seksmisja, którą, jako jedyną znają Czesi.

Discopříběh mimo iż stare, wciąż bawi młodzież, a piosenki z tego musicalu są grane w każdy weekend w młodzieżowych lokalach! Sam się w nich zakochałem i śpiewam w każdej chwili.



Uwielbiam ten film, zwykły, ale prawdziwy. I te stroje, ta moda, jeszcze za komunizmu.

Polakowi nigdy do głowy by nie przyszło, żeby zrobić film wyśmiewający wszystkie przywary polskiego narodu. Tym różnimy się od Czechów. Oni idealnie opisują i pokazują absurdy naśmiewając się z siebie.
Świetnie ukazuje to trylogia "Slunce, seno..."
- część 1 - Jahody
- cześć 2 - par facek
- cześć 3 - Erotika

Film nakręcony na wsi w południowych Czechach. 20 % obsady to aktorzy, resztę idealnie zagrali mieszkańcy wioski. Niesamowite! Perypetie są przyziemne, ale tak opowiedziane, że nie da się oderwać wzroku. A co najważniejsze, Czesi śmieją się z siebie do oporu.

Akcja dotyczy tego, że mama dawała synkowi codziennie na obiad pieczonego, domowego królika. Ten się zbuntował, nie chciał znów królika i otruł je farbkami szkolnymi. Mama się dowiedziała i tak to wyglądało...


"Boże, za co ty mnie tak każesz? Ty chcesz nas wszystkich potruć!!!"

Druga akcja: córka ma chłopaka Wence. Poszła na wsi plotka, że "Wencja puścił się z jakąś szmatą z Pragi i ma z nią 2 - letniego parchanta". Matka się zdenerwowała na córkę i oto, co zrobiła.


Wencja też oberwał.

Później matka krzyczy, że to niesłychane, że to taki wstyd, żeby Wencja się puszczał z jakąś praską szmata! (czes.: coura). Synek zapytał się mamy co to znaczy "coura: i oto, co się dalej stało...




To tylko pierwsza część trylogii. W drugiej miało być wesele, ale też stało się tyle rzeczy, że do niego nie doszło. A cześć trzecia była sponsorowana przez Państwo, gdyż tak się film spodobał, że zapłacono za wyjazd aktorów do Włoch.


"Ma coś w ręce"
"No ma tam gówno"
"No ma w ręku gówno, popatrz!"

  • awatar J.K.: Film na z ostatnich fragmentów chyba kiedyś widziałem :D
  • awatar Illusion: Ale babka ich leje! Wszystkie czeskie panie domu mają takie metody "bezstresowego wychowania"? :P Aż mam ochotę obejrzeć tę trylogię "Slunce, seno" :)
  • awatar J.K.: fajnie,że znają Seksmisję :) nie znam za bardzo czeskiego kina ale zdaje sobie sprawę,że powinienem to nadrobić choć odrobinę. Kiedyś widziałem komedio-dramat jednak śmieszny do końca... Żałuje że nie znam tytułu generalnie grupa przyjaciół doświadcza zbliżenia intymnego na zasadzie "każdy z każdym" i na końcu po kolei dowiaduja sie o chorobie... Jest to tak nakręcone,że nawet przy końcu są momenty wesołe-jako laik tak kojarzę pojęcie "czeskiego filmu". To sztuka tak nakręcić dramat więc z pewnością Czesi maja wiele talentu w tej materii.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Zaolziacy - jako mieszkańcy pogranicza - mają wyjątkową sposobność po temu, by obserwować i porównywać tradycje kulturowe i historyczne dwóch państw, które różnią się od siebie jak ogień i woda. W ciągu ostatnich miesięcy najbardziej rzuca mi się w oczy diametralnie odmienna narodowa definicja bohatera.

Polski bohater musi być męczennikiem, musi wybuchnąć jak fajerwerki w spektakularnej przegranej. Dlatego dzieci w szkole uczą się o wszystkich fenomenalnie nieudanych powstaniach przepełnionych krwawymi poświęceniami, które poszły na marne. Od powstania listopadowego po warszawskie - czym bardziej sromotna porażka, tym lepiej.

Południowi sąsiedzi serwują Polakom odwrotny biegun do ich festynu męki i zagłady. Czeski bohater musi być sprytny, giętki i szczwany - Czesi nie radzą sobie z cierpieniem, dla nich walka o wolność musi być albo wygodna, albo rozrywkowa i właśnie według tego klucza dobierają swoich bohaterów. Tę bogatą szwejkowską tradycję świetnie wyraża Cimrmanowski cytat "możesz się ugiąć, byle byś się potem wyprostował". Wroga można wyśmiać - najlepiej prosto w plecy.

Ile jest jeszcze różnic między nami a Czechami? Tego nie udałoby mi się wymienić, choćbym nawet pisał całą noc. Najważniejsze różnice są właśnie w mentalności i podejściu do zwykłych spraw. Na przykład odnośnie parkowania. Urząd Miejski w Czeskim Cieszynie błaga, aby Polacy przestali parkować "po polsku" czyli na chodnikach i trawnikach. Niestety to co "normalne" u nas, w Czechach nie przystoi. Można dostać za to mandat.


Ale to nie wszystko. Najważniejszą jak dla mnie różnicą jest to, że Czesi nie szarpią się o byle gówno. Kiedy Polak pod Pałacem krzyczy, że Krzyż jest za sałatą, Czech w takiej sytuacji powiedziałby: "No comment" i odszedł. Jak tu nie kochać Czechów? Czesi żyją w swojej małej republice, życie płynie im w spokoju i zgodzie a wszystko mają doskonale zorganizowane! Bardzo mi się podoba, że taka Bielsko - Biała ściągnęła organizacje wchodzenia i wychodzenia z autobusu od Czechów i tak wchodzi się tylko od strony kierowcy, a wychodzi pozostałymi drzwiami. A nie jak krowy, kto się wepcha, ten wejdzie! Poza tym nie zobaczysz tu psiej kupy na trawniku - wiem, bo codziennie chodzę na skróty po trawniku i żadnej kupy nie widziałem. Wszędzie przy chodniku są psie zestawy czystościowe, których Czesi (tak jak Austriacy) używają. Wiadomo - zachód się kłania. Poza tym rożni nas chyba poziom życia. Czesi tak jak Polacy dużo podróżują, my za pracą a Czesi na wakacje. Najpopularniejsze kierunki czeskiej turystyki (nie zarobkowej) to Włochy i Chorwacja. I wcale się nie dziwię, bo po czeskich autostradach i drogach ekspresowych podróż do Wiednia trwa tylko 2 godziny, do Benatek (czyli Wenecji) dwa razy więcej. My jakoś sobie poradzić nie umiemy. Od dłuższego czasu czekają na nas i nasz odcinek autostrady przy węźle Bohumin. Gdybyśmy ją wybudowali w odcinku 70 km (Gliwice - Bohumin) Polacy i inne narody mogłyby dojechać z Krakowa, aż na południe Włoch. My nie potrafiliśmy nawet zamontować drogowego znaku Schengen na nowym moście w Bohuminie - zrobili to za nas Czesi. Zresztą nie tylko tam...

Kolejne wrażenia z pobytu w Republice już niedługo.
  • awatar Czechofil: @Esoptron: Dzięki bardzo :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: inna drobna różnica między PL a CZ. My w czasie walki o wolną Polskę naklejaliśmy plakaty na zabytkowych murach i obiektach zabytkowych mocnym klejem, którego nie można oderwać bez zniszczenia muru, albo przybijaliśmy gwoźdźmi. A Czesi? przyklejali taśmą klejącą - nie niszcząc swoich zabytków. Bo to ich wspólne dobro narodowe, o które się dba, nawet w czasie wojny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zaczynamy cykl zwiedzania Republiki Czeskiej. Na początek nieodkryta jeszcze Morawa. Nieodkryta, gdyż wszyscy wybierają piękną aczkolwiek oklepaną już Pragę.
Olomouc stolica kraju olomouckiego, ponad 100 tys. mieszkańców, autostradą trochę ponad godzinę od polskiej granicy i zjawiskowe zabytkowe centrum.
  • awatar Czechofil: @J.K.: To jest coś na styl Orloja w Pradze, a jest to bok ratusza na rynku w Olomouc:) o 12.00 wygrywa się tam melodie a ludzi jest sporo.
  • awatar J.K.: Co to za budynek z tą zegarową ścianą?
  • awatar Illusion: Też mnie zastanowiło jak to z tymi tramwajami jest :D Zdjęcia 7 i 9 - najlepsze. Zegar super. Te uliczki i kamienice przywodzą mi na myśl Kraków :) Czekam na rozwój bloga, może uda Ci się zarazić innych tym entuzjazmem i miłością w stosunku do Czech :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Pozwolę sobie zabrać głos w dyskusji, która na dobre rozgorzała w Czechach dotyczącej wychowania seksualnego w szkołach.

Dopiero 3 lata temu czeskie Ministerstwo pokonało opór konserwatystów i wprowadziło obowiązek wychowania seksualnego w szkołach, przy czym nie uściśliło jak właściwie o seksie mówić. Właśnie dzięki tej nieścisłości powstała kontrowersyjna broszurka, która miała tą sytuację zmienić. To dopiero początek walki. „Chcemy dokładnie wiedzieć jak to w szkołach wygląda. Jeśli będzie to (nauka wychowania seksualnego – przyp. autor) w sprzeczności z moralnością i tradycjami rodziców, będziemy w ich imieniu wnosić sprawy do sądów”. O podsumowanie treści broszury pokusił się czeski najbardziej znany i kontrowersyjny publicysta Republiki Czeskiej, Jiří X. Doležal. Broszura opisuje seks jako indywidualne zaspokojenie i „silnie propaguje własne, egoistyczne przeżycie bez miłości do drugiej osoby”? Seksualność przecież taka jest! – odpowiada publicysta. „Każdego przecież egoistyczny gen zmusza do dążenia: bądź do zaspokojenia, bądź do rozmnażania”. Broszurze dostało się od konserwatywnego publicysty Alexandra Tomského za „ginekologiczną otwartość”. Dziecko nie powinno wiedzieć o swojej seksualności zbyt wiele, a jeśli powinno to nie za wcześnie? Doležal odpowiada: Dziecko musi poznać własną seksualność dla ochrony swojego zdrowia i zdrowego rozwoju. Za wcześnie? „Już studenci pierwszego roku psychologii wiedzą, że pierwsza seksualna faza życia zaczyna się wraz z narodzeniem i nazywa się oralną”. Dziecko uczy się rozróżniać narządy płciowe między czwartym, a szóstym rokiem życia i już wtedy zachodzi potrzeba przekazania jakiejś części wiedzy. Dziennikarz odrzuca też argumenty innych publicystów, między innymi Jeronýma Klimeša, który twierdzi, że nie ma potrzeby przedstawiać tak wielu metod antykoncepcji, ponieważ dzieci przynajmniej do 15 roku życia, ciężko rozumieją ich złożoność. „(…) Jeśli ktoś jest zdania, że piętnastoletnią dziewczynę trzeba uczyć o antykoncepcji, powinien sobie uświadomić, że przespał 5 lat”.

Dziwię się skąd w Czechach takie ostre dyskusje?
Wydawało by się, że skoro na ich podwórku wybuchła paląca dyskusja, podobne problemy w innych krajach Czechów zajmować już nie będą. A jednak... Dwa dni temu czeski brukowiec opublikował artykuł dotyczący tego, jak to się robi u Polaków.

Wychowanie seksualne nie jest zabawą!
Specjaliści powinni zastąpić księży! - tak brzmią tytuły internetowego wydania Blesk.cz. A dalej:

"Poziom edukacji seksualnej w katolickiej Polsce nie jest dobry. Często jest prowadzona przez osoby niewykwalifikowane, które nauczają z własnego punktu widzenia na ten temat. Jeśli zajęcia prowadzi osoba, taka jak ksiądz katolicki, jest oczywiste, że jego podejście do problemu będzie się różnić od podejścia seksuologa".

Polską młodzież naucza się przez pryzmat Biblii a na lekcjach wychowania do życia w rodzinie można dowiedzieć się, że "prezerwatywa jest wynalazkiem szatana", że "stosowanie prezerwatyw może prowadzić partnera do niepłodności". Te radykalne poglądy każdy ma prawo wygłaszać, ale pytanie, czy
młodzi ludzie w Polsce, chcą edukacji seksualnej w szkołach, która byłaby ideologicznie neutralna czy może, żeby była podyktowana nauką biblii?

Czekamy na kolejny ruch Czechów w tej sprawie. Z kolei myślę, że raczej w polskiej szkole niewiele się zmieni, a przynajmniej nie szybko.

UWAGA: część z wpisu była żywcem skopiowana z bloga http://pragaprzewodnik.wordpress.com/2010/04/19/pozycja-z-tornistrem-czyli-o-czeskim-wychowaniu-seksualnym/ a reszta opracowana została na podstawie http://www.blesk.cz/clanek/pro-muze-sex-a-tabu/142126/sexualni-vychova-v-polsku-odborniky-supluji-knezi.html Odsyłam do źródeł.
  • awatar J.K.: Nie boją się poważnych tematów i na szczęście nie wszystko co dzieje się w Polsce uważają za wzór. Myślę,że odważna edukacja powinna być także u nas. Wiadomo,że w pewnym wieku zaczyna się wyraźna potrzeba zbliżenia więc zakazywanie czy brak wiedzy może tylko zaszkodzić/wywołać ciekawość i paradoksalnie przyśpieszyć problemy z tym związane takie jak młodociana ciąża.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Korzystając z ostatnich dni "wakacji" udałem się dziś na kolejny wyjazd. Nie, żebym nigdy tam nie był czy coś w tym stylu, ale Cieszyn jest po prostu niesamowitym miastem! Nie dość, że ma bogatą historię, to jeszcze leży na pograniczu. Mógłbym wymieniać zalety tego miasteczka bez końca, że posiada piękną starówkę i rynek, że ma tak pięknie odnowione kamienice, że Kraków się chowa, że ciągle się zmienia i jest przyjazny turystom, że ma jedyną w Polsce Wenecję, ale nie powiem zupełnie NIC!
Dziś udałem się tam jak zwykle z drżącym sercem, nie wiem czemu, ale tak właśnie działa na mnie ten klimat sąsiedztwa.
Mimo, że teraz granice i bariery praktycznie zniknęły, wcześniej nie było tak kolorowo...

"Po obu stronach Olzy były gęsto ustawione patrole więc nikt nawet nie myślał o moczeniu stóp w Olzie. Na początku lat dziewięćdziesiątych zmieniła się tylko ilość i mundury patroli. Jedyna różnica to taka, że jak wcześniej chłopaki strzelały to wtedy już raczej brali cię żywego i do paki za nielegalne przekroczenie granicy. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych dopiero wprowadzono przywilej dla mieszkańców strefy przygranicznej i możnabyło przechodzić na dowód. Polskie dzieci z czeskiej strony miały specjalne przepustki. Dziś to jest praktycznie jedno miasto. A Olza jak każda rzeka jest uczęszczana przez rybaków, pijaków itd. a w najbliższym czasie powstaną nowe kładki dla pieszych i rowerzystów. Teraz widać jak się pozmieniało. Gdybyś nie wiedział że Olza to granica , nie zauważyłbyś kiedy ją przekraczasz..."
To był głoś mieszkańca Cieszyna.

Symbolem tych zmian jest właśnie otwarty, odnowiony most Przyjaźni między dwoma Cieszynami. Zmodernizowano barierki i nawierzchnię, a nad mostem powiewają flagi Czech, Polski i Unii Europejskiej. Ciekawostką jest to, że dokładnie w połowie mostu wbudowano w beton niebieskie neony, które świecąc w nocy wyznaczają symboliczną granicę. Już dziś widziałem wycieczkę seniorów, która robiła sobie na ich tle zdjęcia. Za mostem już na czeskiej stronie jest replika kawiarni AVION, podobna stała w tym miejscu już w 1935 roku. Zdjęcia możecie zobaczyć tutaj:

http://cieszyn.fotopolska.eu/113726,foto.html

Moja miłość do Cieszyna zaczęła się od Festiwalu Kino na granicy, gdzie prezentowane są przez 4 dni filmy z 4 krajów: Polski, Czech, Słowacji i czasem Węgier. Na ostatnim z festiwali poznałem mego miejscowego i teraz spotykamy się co dwa tygodnie na kufel piwa Brackie, które produkowane jest właśnie w Cieszynie. Piękno miasta nie oddadzą moje zdjęcia, ale mam nadzieje, że chętnie obejrzycie.
  • awatar Czechofil: @J.K.: Rynek polski, pomaranczowy ratusz czeski. W ogóle jest ogromna różnica między polską a czeską częścią.
  • awatar J.K.: Piękne miejsce. Ciekawe są miasta podzielone granicą. Teraz nie ma ona już większego znaczenia dla penetrowania miejskich zakamarków dlatego cza się wybrać. Rynek na fotce jest w polskiej czy czeskiej części?
  • awatar Illusion: @miejscowy: Przepraszam, mój błąd :) Jakaż to piękna rotunda widnieje na banknocie dwudziestozłotowym, kto by pomyślał! :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Najciekawsze na koniec. Specjalnie dla was rysowałem kreski w Paincie. Każdy powinien znaleźć się choć raz w tak niezwykłym miejscu. Pozostało mi jeszcze pojechać na trójstyk Czech, Słowacji i Polski w okolice Jaworzynki.
 

 
Jeszcze trochę poprzednich zdjęć...

Teraz kolejne przejście Bohumin - Chałupki.
Granicą jest rzeka Odra.
 

 
Dziś chyba przeszedłem samego siebie... Siedzę tu, piszę bloga, a nogi to zgubiłem jeszcze w połowie drogi.. Ale po kolei...

Zaczęło się od tego, że ze względów zawodowych musiałem po raz kolejny jechać do pięknego miasta Olomouc, a gdy byłem już z powrotem i miałem 100 metrów do dworca, nabrałem takiej ochoty na podróżowanie, że wsiadłem w pierwszy pociąg jaki nadjechał. Nie przejmując się zupełnie pogodą, jechałem do miasta Karvina. Uświadomiłem sobie, że przecież miasta to granica państwa. Udałem się więc przez rynek (notabene nie krawiński ale frysztacki, gdyż Karvina pochłonęła Frysztat dawno temu zyskując historyczne centrum) na ulicę Polską w kierunku przejścia granicznego. Jest to niesamowite, że Polacy i Czesi mieszkają tak blisko siebie - granica stanowiła siatkę ogrodzenia między dwoma położonymi od siebie 5 metrów domami. Zobaczyłem budkę graniczną pustą ze zdemontowanymi już tabliczkami i szlabanami. Udałem się do polskiego sklepu na rozeznanie terenu. Interesowało mnie czy Polacy i Czesi interesują się sobą nawzajem. Okazało się, że nie za bardzo. Polacy rozumieją czeski i na odwrót, ale jakiś wielkich zażyłości, przynajmniej na tym przejściu (Karvina - Kaczyce, gm. Zebrzydowice, powiat Cieszyn) nie było. Niesamowite było, że jak wracałem na przejście, Polak palił papierosa przed domem, a gdyby chciał bez wysiłku mógł rzucić niedopałek na posesję sąsiada Czecha. Jak relacjonowała Pani Kinga ze sklepu, ona sama mieszka przy ogrodzeniu i czasem słyszy jak sąsiedzi Czesi oglądają o 19.00 Udalosti na CT1 podczas gdy ona FAKTY TVN. Utwierdziłem się ponadto w przekonaniu, że w Polsce jest taniej i z tego powodu często Czesi przychodzą do tego wiejskiego sklepu na wielkie zakupy. Wracając zrobiłem jeszcze niezwykłe zdjęcie: lewą nogę miałem na stronie polskiej a prawą na czeskiej. Udało mi się być naraz w dwóch miejscach. Zdjęcia oczywiście dorzucam.

Z faktu, że mi wciąż było mało wrażeń, ponownie pociągiem ruszyłem w stronę Bohumina. Po drodze bezcenny widok - wielka elektrownia niczym Temelin dumnie prężyła swe kominy nad Odrą. Są tak wysokie, że widać je w promieniu 30 km, także w Polsce, Wodzisławiu czy nawet Gliwicach. Z Bohumina kawałeczek do Odry i już za mostem potężną i zupełnie niezrozumiałą tablicą witała mnie, o zgrozo, Ojczyzna! Akurat przy rzecze na pograniczu odbywał się jakiś festyn i było mnóstwo czeskich i polskich rodzin. Miło było popatrzeć jak wspólnie kręcą się na karuzelach. Gdy zobaczyłem tablicę z napisem: Gmina Krzyżanowice, witamy a pod spodem mapę, już wiedziałem, że nie wracam do domu, tylko idę na kolejne przejście graniczne, oddalone zaledwie 2 km. Już wcześniej z internetu dowiedziałem się, że jest niezwykłe, ale musiałem sam się o tym przekonać. Od nadmiaru wrażeń aż zakręciło mi się w głowie! Okazało się, że granica przebiega dokładnie środkiem ulicy, prawe pobocze jest polskie a lewe czeskie. Niesamowite! Rozejrzałem się po okolicy. Nie wiem kiedy, a już znalazłem się w Czechach. W ogóle ciężko mi było się zorientować w jakim kraju jestem. Biegałem z aparatem a miejscowi się dziwili... Za zakrętem na wprost była wieś Šilheřovice, a na prawo dalej polska i dalej granica wzdłuż osi jezdni. Oszalałem!
W drodze powrotnej zatrzymałem się na kawę w jednym z ostatnich polskich domów. Zagadałem właścicieli jak im się mieszka w tak bliskim sąsiedztwie granicy i Czechów. Opowieści były bardzo zajmujące, od czasów Socjalistycznej Czechosłowacji i Prus aż do dziś. Okazało się, ze dwa metry od domu tychże Państwa, za czasów CSRR był ogromny płot i nie można było zbliżyć się w jego rejon. Wydaje mi się to ciężkie nie zbliżyć się do czegoś co jest 2 m od podwórka ale tak rzeczywiście było. Wszędzie czyhali pogranicznicy. Nie było prawie żadnego kontaktu z sąsiadami... Po wejściu do Unii mimo braku szlabanów, kontrole pozostały. Mogli cię skontrolować czy to na drodze czy za domem, gdy poisz krowy Od Schengen wszystko się zmieniło. Czesi i Polacy na zmianę wspólnie remontują graniczną ulicę, a czeskie dzieci bawią się wspólnie z polskimi. Gdy byłem już pod pierwszym domem po stronie czeskiej, zapytałem się dziecka po czesku czy bawi się z małymi Czechami a on na to po polsku, że właśnie idzie do swego kolegi Karela. Też bym tak chciał! Z ciekawostek jeszcze, że gdy na tej wspólnej ulicy zdarzy się wypadek i są ranni, o odwiezieniu ich do polskiego czy też czeskiego szpitala decyduje strona, na której zatrzymali się auta biorące udział w kolizji. Nie ważne że Czecha powiozą do Polski. Ciekawe jest też, że druty wysokiego napięcia biegną każdy po swojej stronie pobocza i nigdy się nie krzyżują, mimo, że obie wsie później "zakręcają". Życie bez Schengen musiało być straszne. Najważniejszą jednak kwestią dla mnie jest to, że ie ważne czy po czeskiej czy po polskiej stronie - każdy mieszkanie tamtych terenów nazywa siebie "Ślązakiem spod Raciborza", każdy się rozumie i akurat w tym miejscu mówi się mieszanką polsko-czesko-śląską.
Gdy już nogi miały dość, okazało się ze we wsi Šilheřovice jest wielkie pole golfowe i piękny Zamek. Niestety nie chciało mi się zwiedzać i dla hecy postanowiłem złapać stopa. Na przemian jechały polskie i czeskie auta. Szybko jedno się zatrzymało a pani ze zdziwieniem stwierdziła, że muszę być szalony, żeby takie pustkowia przemierzać jedynie z ciekawości. Ja jej odpowiedziałem, że to z Miłości. Co czego dalej mnie ta Miłość zaprowadzi?

Zdjęcia zapodam w następnym poście.
 

 
JEZUS CHRYSTUS ŻYJE!

To hasło przestraszyło mnie dziś w samym centrum Ostrawy. Jak wiadomo Ostrawa to miasto bardzo kolorowe, może nawet i za bardzo, ale czegoś takiego się nie spodziewałem. Najpierw usłyszałem religijne pieśni rodem z Arki Noego, później zobaczyłem cały happening związany z tematyką kościelną. Pierwsze co pomyślałem - To na pewno nie sprawka Czechów! I nie myliłem się! Akcja była zorganizowana przez Słowaków którzy przyjechali aż z Czadcy by szerzyć imię Naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Nie mogłem przejść obojętnie i zacząłem się przyglądać. Szybko do mnie podszedł młody chłopak i dając do ręki ulotkę wspomniał o czymś za darmo. Nie wiem czy chodziło o np. parka v rohliku czy może Zbawienie (nie zrozumiałem, bo mówił po słowacku, a ja Słowaków nie rozumiem). Zacząłem z nim dyskusję. Mówię, że Boga nie potrzebuje, że nie po to się wyprowadziłem z Polski, żeby teraz mnie ktoś o Boga pytał. Nie zdziwiło mnie za to wcale zupełne zignorowanie akcji przez mieszkańców Ostrawy. Panowie krążyli tylko wokół siebie, a muzyka przygrywała....

W załączeniu fotki z tej jakże doniosłej akcji chrystianizacyjnej oraz mapka stopnia ateizacji państw Europy, a na niej biała plamka, czeska plamka
  • awatar J.K.: :) Sposób reklamowania wiary przypomina czasem działalność sekty ale myślę że w tak fajnych miejscach nie ma to większego znaczenia
  • awatar Nortus & Potworna spółka: czyżby (p)oseł Górski pojechał - najechał Czechy z królem Polski do rządzenia?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po tym jak "legalizacja narkotyków przez Czechów" odbiła się w Polsce głośnym echem, nadszedł czas na kolejne odważne (przynajmniej dla Polaków) ustawy i decyzje! Czesi poszli znów o krok dalej i chcą zalegalizować prostytucję. Bo walką z nią nie ma sensu.
Uprawianie prostytucji byłoby legalne pod warunkiem uzyskania odpowiedniego pozwolenia w urzędzie. Dodatkowe obowiązki to opłacanie podatków, składek ubezpieczeniowych i regularne uczęszczanie na kontrole lekarskie - tak brzmi propozycja radnych Pragi, którą złożyli w parlamencie, donosi TVN 24.Jeżeli przyjmą ją posłowie, będzie obowiązywać w całym kraju.

Legalne prostytutki mają mieć powyżej 18 lat. Klientów przyjmowałyby w domach publicznych, mieszkaniach swoich, lub klienta. Prawo jednocześnie wprowadziłoby zakaz publicznego namawiania do seksu. Jeżeli ktoś złamie przepisy spotka go surowa kara - 2 mln koron (ponad 300 tys. zł).

Oczywiście zdania są podzielone, ale oto niektóre z komentarzy w tej sprawie:

"jak tak dalej pójdzie to przeprowadzam się do Czech - dobre drogi, piękna stolica, legalne dragi i dziweczki, człowiek robi co chce i się nie stresuje"

"lepsze to od polskich burdeli --- które funkcjonują pod nazwa "agencja towarzyska" --- a sutenerzy czasza kasiorę -typowa polska obłuda "

"Czesi to bardzo mądry naród. Ani faszyści ani komuchy nie wygrali z prostytucją a mieli takie matody. Czemu na panienkach ma zarabiac mafia skoro może państwo. Trawke mozesz u nich jarac teraz prostytucja. Ile my lat jestesmy za pepikami"

Jest to oczywiście ciekawy pomysł, ale nie nowatorski, gdyż prostytucję zalegalizowały już inne kraje i pobierają z niej podatki. Ja osobiście tuż po przeczytaniu artykułu zapytałem współpracowników Czechów co o tym sądzą, odpowiedź była jedna i taka sama: "To znów jakieś głupoty". Potwierdza to mój pogląd, że Czech mało ważnymi sprawami się nie przejmuje i od takiej postawy właśnie ma spokojniejszy żywot w swym kraju wciśniętym pomiędzy góry.


Przecież należy przypomnieć, że po wcześniejszej ustawie narkotykowej to właśnie ich sąsiedzi najwięcej protestowali! Nie tylko Polacy, ale też Niemcy i Austriacy. Do tej pory Niemieccy policjanci "wyłapują" czeskich kierowców na autostradzie i każą robić im upokarzające testy na zawartość narkotyków (Czech musi nasiusiać na boku autostrady do słoiczka). A Polacy co? Jeżdżą do Czech zapalić sobie na legalu skręcika. Z ciekawostek trzeba wspomnieć o niedawnej "Zmasowanej" akcji polskich i czeskich policajtów na Czeski Cieszyn, gdzie Wietnamcy zamiast hamburgerów sprzedawali marihuanę a dla stałych klientów w ramach bonusu dorzucali frytki! To nazywa się przedsiębiorczość! Przy okazji wspomnę, że na temat Obu Cieszynów będzie poświęcona część bloga, gdyż jest to niezwykle ciekawe miejsce.

Dla wyjaśnienia: Czesi nie zalegalizowali zupełnie narkotyków, jedynie ustalili prawnie ilość, którą można przy sobie mieć lub hodować Tu poszli nawet dalej niż Holendrzy i tak Czech może pielęgnować w szafie 5 krzaczków maryśki i 40 tzw. grzybków.

Nie ma to jak naćpać się i zabawić z prostytutką Zapraszam do Czech
  • awatar Czechofil: @J.K.: Czekam z uwagą na rozwój tego tematu...
  • awatar J.K.: Zakazywanie nie likwiduje problemu ale żeby zaraz wszystko legalizować... Teoretycznie miałoby to sens gdyby był to sposób na kontrolowanie sutenerów wykorzystujących kobiety bez ich wyraznej woli/chęci ale wiemy że to utopia. W Szwecji najwyrazniej o tym wiedzą.
  • awatar Czechofil: @Nortus & Xylia: tak, ale w Polsce przy granicy z Niemcami kwitnie zjawisko wyjazdu Polek do niemieckich domów publicznych. Temat obszerny, są fora na necie, można i trzeba poczytać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A kiedy już po przeczytaniu Gottlandu i moich wcześniejszych notek zakochaliście się w Republice Czeskiej, czas, żeby ją trochę lepiej poznać. Każdy wie, że Czesi mają najpiękniejszą stolicę świata i się nią zachwycają. Nic dziwnego. Praga jest po prostu magiczna! Ale oczywiście nie będę Pragi opisywać, bo info na jej temat możecie znaleźć dosłownie wszędzie. Radziłbym skupić się na mniej znanych a równie pięknych miejscach. Z racji tego, że mieszkam na Morawie, zdążyłem objechać ja wzdłuż i wszerz ( zdjęcia z wypraw będę stopniowo dozować) teraz chciałbym Waszą uwagę zwrócić na podróżowanie po Czechach w nietypowy sposób. Przyznam szczerze, że gdy tylko zobaczyłem w internecie pewien materiał oszalałem ze zdumienia i z zazdrości....

20 czerwca dziennikarz magazynu Dnes wyruszył w podróż przez całą Republike, od zachodu aż na wschód. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie byłaby to podróż Segway'em! Pokonał 701 km od Hranic u Asa aż do Bukovca przy granicy z Polską! Podróż trwała tydzień, ale przyniosła dziennikarzowi wiele ciekawych spotkań i doświadczeń.

Dzień 1: Hranice - Cheb - Tomasz Polaczek spotkał młodego operatora karuzeli na wesołym miasteczku. Opowiada mu o tym, że nigdy nie ma kasy, bo szef go okrada, a także zwierza się z tego, że przespał się z pewną dziewczyną i boi się, że "coś od niej złapał" ...

Dzień 2: Cheb - gdzieś w kraju środkowoczeskim - Tomasz spotyka pszczelarza. Sielankowa opowieść o tym, jak wolno i przyjemnie żyje się na czeskiej prowincji.

Dzień 3: Okolice Pragi - Kraj Pardubicki - Opowieść o tym, że każdy Czech musi pić piwo. A gdy się już napije, przychodzą mu do głowy przemyślenia natury egzystencjalnej. Pijany ojciec do syna: "Gdy już umrę, moje prochy masz przesypać do klepsydry, nawet po śmierci będę odmierzał Ci czas..."

Dzień 4 mi umknął ale za to w dniu piątym, gdzieś na Morawach Tomasz spotkał polskiego księdza, proboszcza polskiej parafii. Ten wyznał, że nie razi go to, że Czesi nie chodzą do kościoła, że gdy zaczną, będzie na posterunku by z nimi się modlić.

Dzień 6: Podróżnik przeżył poważny kryzys psychiczny. Zmęczony ciągłą jazdą na stojąco i ciągłymi prośbami o naładowanie baterii. Przedłużacz rzucają mu przez płot - "Nigdy nie wiadomo kogo zapraszasz na swe podwórko!". Ze spotkanym cukrownikiem dyskutuje na temat czeskiej polityki. Trzeba zaznaczyć, że niedawno odbyły się wybory do czeskiego rządu...

Dzień 7: Polska. Tomasz się wściekł, gdyż dotarł do polskiej granicy. Założenie było takie by dotrzeć na Słowację - to właśnie na Słowacji, według mapy, jest najdalej wysunięty punkt Czeskiej Republiki. Nikt go nie witał, wykończony zrobił sobie jedynie zdjęcie z jakimś polskim rolnikiem.

Cały reportaż, oczywiście tylko w czeskim języku na stronie magazynu iDnes.cz.

http://xman.idnes.cz/nabijte-me-unikatni-vyprava-tomase-polacka-ceskem-fv4-/xman-styl.asp?o=0&;klic=317000
  • awatar Czechofil: @Nortus & Xylia: Ciężko, gdyż ciągle musisz przechylać ciało w odpowiednią stronę, a komputer pokładowy zamontowany w pojeździe niweluje przechyl w druga stronę, tak że nie możliwe jest się przewrócić. A jednak - dziennikarz 20 km od celu upadł i się trochę otarł :P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: ciekawe jak się tym jeździ? jakie wrażenia są?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chciałbym zaznaczyć, że skany książki, które zamieściłem są własnością intelektualną pana Huberta Klimko-Dobrzanieckiego a prezentowane są jedynie w celach informacyjnych. Właścicielem praw autorskich jest autor oraz Wydawnictwo Portret.


Wpisując w google hasło "czechofil" nie wyskakuje nic konkretnego... Ale od linka do linka i natrafiłem na stronę chyba większego czechofila niż ja, który notabene ma tak samo na imię jak ja, Mariusza Szczygła. Zawsze byłem jego fanem, jeszcze od czasów TV Polsat. Po tak długim czasie od ukazania się jego zachwalanej i nagradzanej książki Gottland, uzmysłowiłem sobie, że nie jestem sam. Książka opowiada o życiu Czechów na przestrzeni różnych dziejów i została przetłumaczona na 9 języków. Przyznaję się bez bicia, że jeszcze jej nie czytałem. Na stronie Merlin.pl dostępny jest jej fragment, który zamieszczę. Jak wyżej:

Fragment jest własnością intelektualną pana Mariusza Szczygła i Wydawnictwa Czarne. Prezentowany jest wyłącznie w celach promocyjnych i informacyjnych!

"...)Muzeum Gottland to willa, którą Gott kupił kiedyś jako swój letni dom. Na parkingu, mimo że dzień jest powszedni — autokary z całego kraju. Na schodach — tłoczą się starsi ludzie. Zdenerwowani, bo wpuszcza się tylko po dwadzieścia osób, co dwadzieścia minut. Przeważają osoby po sześćdziesiątce. Opierają się wzajemnie o siebie, niewielu chce odejść na bok, żeby usiąść na tarasie w kawiarni. Stoją i nerwowo poruszają biletami w zniszczonych pracą dłoniach. Mam wrażenie, że pragną natychmiast wejść do środka. Jakby już, zaraz, chcieli się utwierdzić, że ich życie było w porządku.
Kochali Gotta i razem z nim przetrwali w komunizmie.
Znaleźć się w Gottlandzie to jakby zdobyć imprimatur: przeszłość jest ok.
Przechodzimy przez kuchnię „Mistrza" (tak wyrażają się przewodnicy). — Tutaj gotował wielokrotnie, najczęściej potrawy rybne — mówią. — W pierwszej szufladzie znajdują się oryginalne sztućce, których używał już jako znany piosenkarz.
Wszyscy zaglądamy do pierwszej szuflady. (...)"

Karel Gott jest dla Czechów jak Jezus dla Polaków. Jadąc przepięknymi czeskimi bezdrożami, w każdym radio lecą wciąż jego piosenki. Młodzi i starsi, wszyscy trzymają w domu jego winylowe płyty. Nawet w Wiedniu czy Los Angeles możesz kupić winyle Gotta już za 1 dolara. Kult Boga jest ciągle żywy.

Panie Mariuszu, chylę czoło, od dziś zagłębiam się w Pana blogu i zanurzam się w lekturze Gottlandu. Może nawet po czesku. Na pewno jest w księgarni na przeciw miejsca mojej pracy.

Odsyłam do blogu Mariusza Szczygła:

http://mariuszszczygiel.com.pl/
  • awatar Mirko: MUSZĘ kupić!!!! A co do Czech, to marzę o powtórzeniu dwóch wypraw: do Pragi i na obiad z piwkiem w pewnej knajpce zlokalizowanej w miejscowości Andelka. Pychotka!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zgodnie z obietnicą dołączam pozostałą część opowieści. Dzięki pingerowi skany są bardzo dobrze widoczne. Na samym końcu portret autora. Polecam również inne jego książki, są niesłychanie sugestywnie opowiedziane, czujesz się, jakbyś tam był. Niebawem kolejne ciekawe posty.
 

 
Dlaczego blog o Czechach?
Dlatego, że w całym internecie nie ma porządnego zbioru subiektywnych spostrzeżeń na temat naszych południowych sąsiadów.

Dlaczego akurat o Czechach? Dlatego, że są wyjątkowi. Co będę starał się udowodnić w tym właśnie miejscu.

Jak i kiedy to się zaczęło?
Tego sam do końca nie wiem. Waham się między opowieścią o poznaniu pewnego czechofila, który mnie tą przyjemną chorobą zaraził a przeczytaniem pewnej książki, która właśnie tematu czechofilstwa dotyczyła... Łukasza poznałem już prawie dwa lata temu, dogadaliśmy sie na internecie. Chciał przyjechać nad polskie morze, ale nie miał do kogo, ja - miałem miałem puste mieszkanie, ale nie było do kogo się odezwać. Gdy przyjechał opowiedział mi o swojej miłości do Czech, którą przelał na mnie. Zadziwiające jest, że ja, chłopak z północy Polski tak zapalił się na pogłębianie wiedzy o swych sąsiadach, że przeprowadził sie na południe, by następnie utorować sobie drogę prosto do Republiki.

Miłość mą pogłębiła lektura książki Huberta Klimko-Dobrzanieckiego "Wariat". Jest to autobiograficzna opowieść o życiu autora, gdy jako mały chłopiec pomagał swemu nauczycielowi odlecieć do Broumova, miasteczka tuż przy polskiej granicy, a tylko kilkanaście kilometrów od ich miejscowości Bielawy. Czasy komunizmu i szczelnie zamkniętych granic skłoniły bohaterów do ich przekroczenia w nielegalny sposób... Jak opowieść się skończyła tego nie zdradzę, ale od momentu jej przeczytania nie mogłem spocząć póki nie spełnię mego czeskiego snu.....

W przyszłych postach będę stopniowo wrzucać dalszą cześć opowieści.
  • awatar Gość: tak Czechy to piękny kraj o którym trzeba mówić głośno !!!
  • awatar Illusion: Coś nowego :) Chętnie dowiem się więcej, choć w Czechach miałam okazję być tylko raz, oczywiście w Pradze. Powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›